6. lis, 2018

Mam lęk wysokości, 07.08.2017

Jest trzeci sierpień, czwartek. Krótkie wiadomości wędrują do Sherlocka. Niestety będę dziś później, więc albo poczeka korzystając z chwili by odpocząć po pracy , albo zacznie pracę przy ulach. Uśmieszki, które ukradkiem wysyłamy sobie i nagle jak to Sherlock znowu mnie zaskoczył.
„Zabierz trampki, koszulkę i leginsy, dołóż strój kąpielowy…- pójdziemy dziś na ściankę…” – zwariował. Zaczęłam się śmiać. Jak chcesz się mnie pozbyć, to powiedz :) :) :) przy moim szalejącym błędniku i strachem przed wysokością to najlepszy sposób. Oczywiście nie powiedziałam tak, ale żartobliwie pomyślałam. Spakowałam wszystko do torby, wyciągnęłam z piekarnika solidną blachę ciasta marchewkowego, jeszcze tylko polewa czekoladowa, płatki migdałów na wierzch i w drogę. Do uli nie poszliśmy. Stara gazownia świetnie została zaadoptowana i służy zarówno początkującym i doświadczonym wspinaczom. Dziwne, ale przy Sherlocku właściwie nie myślę o swoich lękach. Jestem w takim miejscu pierwszy raz, naprawdę robi wrażenie. Jest kilka osób, z różnym stopniem zaawansowania, głównie w parach. Słyszę wyrażenia i zwroty, których znaczenia właściwie nie znam. Domyślam się, że tak jak w żeglarstwie, te hasła i zwroty są tu ważne. Do roboty Mała. Podchodzimy do ścianki na której widzę muszelki, słoniki, kolorowe rzeźby, no pięknie patrzę w górę i myślę sobie. Cholera to ścianka dla dzieciaków, to ja chyba tez dam radę. Sherlock podpina sprzęt alpinistyczny, uprząż ubrana, teraz , potem instrukcja jak zrobić jeśli dobrze pamiętam podwójną ósemkę na lince, moje bezpieczeństwo w dużej mierze zależy właśnie dobrze zabezpieczonej linki, oraz asekuranta. Cale szczęście będę podpięta do linki a Shelrock będzie mnie asekurował z dołu. Mam do niego pełne zaufanie. W duchu powtarzam sobie, dasz radę. Jestem gotowa, przyglądam się i oceniam, co uchwycić rękoma, gdzie zaprzeć nogę. Idę w górę, trzymając się blisko ściany, nie oglądam się za siebie, nie chciałabym tak od razu runąć na dół gdyby nagle zakręciło się w głowie. Wow, to całkiem przyjemne, oczywiście szukam jak największych elementów dzięki którym czuję się stabilniej, Mam dość silne nogi i wiem że z nimi problemów być nie powinno, ale tu potrzebna jest siła rąk i coś jeszcze. Myśląca głowa, rozglądanie się na boki i przewidywanie każdego następnego ruchu. Dobry nachchwyt, podchwyt…odciąg. Nachwyt – czyli chwyt który łapiemy od góry; po drugie podchwyt – czyli chwyt który łapiemy od dołu; oraz tak zwany chwyt boczny czyli inaczej odciąg – chwyt który łapiemy z boku.
Krok po kroku nie jak żółw, wpinam się i o dziwo nawet nie jestem przerażona. Ok. dochodzę do miejsca prawie u samego szczytu, Shelrock cały czas podpowiada, instruuje, tylko jak ja mam teraz zejść? Odwracam się, a niecenzuralne słówka same cisną się przez usta i śmiech…- puść linkę, odchyl się , zegnij lekko kolana i odpychając zjeżdżaj w dół. Szlak, niczego nie będę puszczała. Chwilę później przypominam sobie jak skakałam ze wspinalni podczas kursu podoficerskiego. Dokładnie to samo musze zrobić teraz. Dawaj Mała, nie bądź gapa. Poszło, mój asekurant nie dał ciała ;) stanowczość w jego głosie przyspieszył moje ruchy. I bardzo dobrze, bo gdybym tak dłużej posiedziała na tej górze, to chyba byłby problem, a tak bezpiecznie stanęłam na ziemi.
Niesamowite, pierwsze na co zwróciłam uwagę, to fakt, że ważne jest aby mieć zawsze trzy punkty podparcia, istotne jest również by od samego początku wykonywać ściśle określone czynności przyswajając tą właściwą technikę. Dla mnie bomba, a dla Sherlocka buziak.
Teraz zmiana ról. Ja asekurant, a Sherlock na ściankę, nie na tą ze słonikami i muszelkami. On uprawia wspinaczkę, kierujemy się w inne miejsce. I znowu instruktaż, jak blokować linkę, zwalniać. Tylko jak ja go utrzymam kiedy będzie chciał zjechać w dół. " Zdecydowanie, musimy poćwiczyć zanim pójdziemy na prawdziwe skałki. Ufam Ci, więc uważaj.” Tyle usłyszałam od Shelrocka zanim zaczął wdrapywać się po ścianie, robił to tak szybko, że z ledwością nadążałam naciągać linkę i blokować, aby się nie luzowała. Boże to trudne, to znaczy robię to pierwszy raz w życiu i co chwilę proszę by zwolnił, bo zwyczajnie nie nadążam. Ale nie to było najtrudniejsze. Przez chwilę Sherlock sam poczuł strach, kiedy chcąc zjechać w dół, nagle okazało się że moje ręce nie wytrzymywały, mnie uniosło ponad ziemię a on zjeżdżał prawie 1/3 ściany w dół zupełnie na luzie. Na szczęście udało mi się go przytrzymać. Nic dziwnego, ważę zdecydowanie mniej. Udało się, team obok miał za zadanie zareagować, gdybym nie dała rady. Na szczęście nie doszło do tragedii, a Sherlock znalazł się na dole. Dobra Mała, teraz ty, twoja kolej. Jak wejdziesz do samej góry to jesteś „Gościówa.” Jezu, nie, nie dam rady – DASZ, no już wchodź, nie ociągaj się. Ruszyłam, choć moje serce dudniło jak szalone. Jest dobrze, nic mi tu nie grozi. Trochę mniej miejsca dla całych dłoni, mniejsze podparcia dla stóp, ale pnę się w górę. Nie oglądaj się za siebie, nie patrz w dół, tylko w górę i na boki. Acha, pod szczytem zorientowałam się, że chyba już jestem za wysoko. O raju, wykrzyknęłam, zjeżdżam , chce na dół. Jest zaje….iście, ale na dziś mi wystarczy. Mokra jak szczur, wypijam jednym tchem wodę. Nie sądziłam ,że przy wspinaczce można się aż tak spocić. Najgorsze i tak przyszło następnego dnia w postaci zakwasów na przedramionach i w nogach :) :) :)
Od Sherlocka usłyszałam że nie wierzy ,że nigdy tego nie robiłam, lub nie próbowałam. Miałam wrażenie że się ucieszył, złapałam bakcyla. A on był dumny.
To było fantastyczne, całą drogę w samochodzie nadal gadałam i gadałam nakręcona i podekscytowana. Zrobiło się ciemno, a my po intensywnym „treningu” zażywaliśmy kąpieli w jeziorze, łysy wyglądał zza chmur, w oddali ciemną noc rozświetlały błyskawice wędrującej gdzieś nad ziemią burzy.
Boże jaka jestem szczęśliwa.
Uwielbiam kiedy możemy robic różne rzeczy razem, jedzenie, prace przy pszczołach, aktywnie lub zupełnie leniuchując. Jak na to nie spojrzec, nie nudzimy się i korzystamy z każdej możliwości i czasu tak by nie zmarnowac ani jednej chwili. Nie obawiam się użyc określenia, że dopasowany z nas tandem ;)