6. lis, 2018

niespodzianka i spontan 18.07.2017

Jest 16 lipca, niedzielny poranek. Włoska kawa w dłoni wędruje ze mną po całej kuchni roznosząc swój cudowny aromat. Wstawaj młody - powoli budzę syna. Dziś zawożę Cię na kolonię, znów za długo siedziałeś nocą....
Torba, śpiwór, plecak. Wszytko przygotowane. Punkt dziesiąta pakujemy się do wdzięcznego staruszka, kierunek Długie. Młody z kolegą na tylnym siedzeniu już zajęci sobą i planami zajęcia pokoju sprzed roku, podekscytowanie wypełnia mój samochód, planami i wspomnieniami. Kolonia militarna, młodzi adepci sztuki przetrwania w drodze. A ja dostaje wiadomości i zdjęcia od Sherlocka. Dziś on jest kapitanem Ti amo, jestem z niego dumna. Mam sporo czasu. Postanowiłam zrobić mu niespodziankę. Jak to ze mną bywa, spontan. Czasu mam w zapasie. Odstawię chłopców i rura na Kamień Pomorski. 
Tuz przed Gorzowem, korek. Ostrzeżenie dla wszystkich jadących w stronę morza. Jedna nitka i godzina w plecy. Cholera, pierwsze opóźnienie. Kolejna na pizzę z młodzieżą. Ostatecznie do celu dotarliśmy przed 14. Przyjęcie, zakwaterowanie i hasło syna. Jedź już mamo. No jedź. Mały Łobuz. No dobra. Kilka szturchańców, bo na przytulasy nie mam co liczyć. Tyle dziewczyn i chłopaków, nie rób siary mamo. No tak, był czas przywyknąć😉
Dzieciaki szczęśliwe zostawiam. 
Zegarek. Czas. Jest 14.17. Piszę wiadomość do Sherlocka z pytaniem o której zawiną do Mariny w Kamieniu. Nie jest pewny, może dwie a może 4 godziny. Wszystko kwestia wiatru, warunków...niewiele myśląc piszę " chciałam Ci zrobić niespodziankę, ale przez te wszystkie opóźnienia ... ryzyk fizyk jadę do Ciebie. 
Stara, poczciwa igła tak niezawodna. Jest 15.30 i dwie godziny później jestem na miejscu. Rzeczywiście miejsce piękne, nie tak zatłoczone jak wszystkie pozostałe nadmorskie miejscowości. Marina przepełniona jachtami, zagłówkami a nawet pływającymi domami, które każdego dnia giną pomiędzy trzcinami co rusz w innym miejscu. Powoli zmierzają do Mariny inne jachty. Ludzi tak narzekają w Polsce na brak pieniędzy, tymczasem tu właściwie już prawie nie ma miejsca. 
Robi się zimno, pogoda się zmienia...zaczyna wiać i lekko padać. Zajmuję miejsce w pod parasolem w kawiarni pachnącej nowością , zamawiam kawę i dostaje wiadomość. Jesteśmy blisko. Widzę Sherlocku. Patrzę na biały żagiel w oddali...wracasz. Czekam na Ciebie. Ciekawe czy ucieszy Cię mój widok ? Tak bardzo chcę zobaczyć w twoich oczach to podekscytowanie tak udzielające mi się w piątek, kiedy dotarłeś na miejsce. 
Dokąd biegły dziś twoje myśli. Co czułeś. Jakie wrażenia ze sobą przyniesiesz. Sherlock podpływa i uczy się podejścia pomiędzy innymi jachtami. W końcu przy drugiej próbie udaje się. Jesteś. Przyszedł po mnie z tym swoim uśmiechem i ruszyliśmy w jej kierunku. Wow, jaka ona piękna...delikatna, prosta, a robi na mnie ogromne wrażenie. Sherlock przedstawia mnie swojemu koledze. Uśmiech , uścisk dłoni i starszy niepozorny Pan zaprasza mnie na pokład. Nigdy nie byłam na jachcie, a sama woda i stanie na podeście nad nią już sprawiają, ze odczuwam to charakterystyczne pływanie jakbym miała zaraz upaść. Ten mój cholerny błędnik. O nie. Nie odpuszczę sobie takiej okazji;) 
Opowiadają o swoich przygodach, o pływaniu aż w końcu pada pytanie czemu nie przyjechałam z Sherlockiem. On sam przeszczęśliwy. Miło mu się przyglądać. Dlaczego nie przyjechałam? To proste, to był pierwszy taki wypad Sherlocka na pełne morze. Miał zdobywać umiejętności a nie myśleć i dbać o mnie. Ja nigdy na wodzie nie byłam, nie pływam, a przede wszystkim chciałam żeby odpoczął w innym wymiarze:). Za kilka dni wyruszamy po kolejne przygody.
Gadu, gadu ale trzeba się zabrać za przygotowanie Ti amo, posprzątać zanim ją zostawimy. Niewiele myśląc Sherlock "pogonił" mnie do mycia garów. Ok. Kapitanie, jeśli to ma być moja przepustka next time:).
Hmmmm o nie, nie. Nie tak łatwo, śmieje się... milo by było zjeść dobrą sałatkę do tej naszej jajecznicy albo jeszcze cos lepszego. Uśmiechnęłam się. No tak, głodomorze....a kuchnia pokładowa jest kompletna;)
Tu jest wszystko co potrzeba. Można wygodnie spać, gotować, wnętrze dość przestronne. Nie spodziewałam się ,że jest tu tyle miejsca. Jakimś cudem błędnik o mnie zapomniał albo ja o nim. Sofy wyłożone białą skórą, drewno. Czysto i pachnie. Zadbana i dopieszczona ta dama, pierwsza klasa. Kajuty i pościel na luzie pomieszczą spokojnie cztery osoby. 
Korzystając z chwili, kiedy kolega zaczął myć pokład, Sherlock zabrał mnie na deser, opowiadał i opowiadał. Buzia mu się nie zamykała, a oczy jak migdały, takie radosne. 
Był taki szczęśliwy. To była miła niedziela, pełna wrażeń, z niespodzianką w tle. Jutro do pracy, a przed nami kilkaset kilometrów trasy. Pora się zbierać. do domu. Rozpadało się na całego. W strugach deszczu z Kamienia Pomorskiego do domów wyjechaliśmy po 21. Teraz już Sherlock pomimo zmęczenia pilnował aby trochę ściągnęła nogę z gazu. Dwa przystanki po drodze. Do domu dotarłam po północy, On po 1. 
Kto wie, może następnym razem wybiorę się z nimi😊😊😊
Jutro ....chwila na regenerację sił i pora wracać do pszczół. One też nas potrzebują.