6. lis, 2018

(Nie)małe szczęścia 29.06.2017

Obudziłam się o 3.48 na dworze wciąż ciemno, pomarańczowe od świateł miasta niebo i wschodzący nowy dzień. Ptaki wciąż jeszcze śpią...
Pomyślałam o tym jak bardzo jestem szczęśliwa. Jak cieszy mnie widok mojego mężczyzny, od którego dostałam album z bylinami, ziołami i krzewami.
Mężczyzny, który po ciężkiej pracy od rana do późnego wieczora wsiada w samochód i przyjeżdża, żeby mnie zabrać do domu sprawiając że promienieje jeszcze bardziej i z dumą przedstawiać Cię moim znajomym z pracy.
Mężczyzny, dla którego wyglądałam najbardziej jak to tylko możliwe kobieco. Mężczyzny, który trzyma moją rękę. Mężczyzny, z którym kochanie się mogłoby nie mieć końca.
Mężczyzny, z którym o 7 rano idę po chleb. Cudownie jest usiąść na krześle w kuchni i patrzeć jak robi pyszne gofry.
Mężczyzny, który całuje moją obolałą głowę. Mężczyzny, któremu wiozę obiad w ręcznikach by mógł zjeść ciepłą strawę.
Mężczyzny, z którym uwielbiam pracować przy pszczołach.
Mężczyzny z którym rozmawiam codziennie, kilka razy dziennie przez telefon
Mężczyzny, który stał się częścią Domu, który budzi się obok mnie.
Dotykać się wzajemnie w każdy możliwy sposób - Sherlocku.

Napisałam do Ciebie....Ptaki się zbudziły...a mi znów chce się spać 😊