6. lis, 2018

Ze wspomnień...25.06.2017

Cieszę się ze młody mi towarzyszył  drodze. Nie mówiłam, wiem to byl impuls tymbardziej ze po udarze bylam tam kilka dni zanim pojechałam do luksusowego domu kuzyna. Tych kilka godzin z synem i nasze rozmowy. Coraz trudniej rozmawia sie z dorastajacym nastolatkiem mając świadomość ile odziedziczył cech po ojcu. Jego zawzietosc, upór, skrycie. 
Zawsze myślałam ze będę miała więcej dzieci. Chciałam.  I  miałam ich mnóstwo w mojej pierwszej pracy. Byly moje oddawałam im całą siebie. Tulilam, śmiałam się  z nimi, płakałam. Pamiętam jak kierowniczka ośrodka wypominala mi, ze za bardzo się staram , bo to chore dzieci i ze zbyt szybko tym swoim zaangażowaniem wyczerpie swoje sily. Moje dziecko ma wszystko. One , w większości domów miały jedynie im znaną patologię i brak milosci. Czy to źle ze dawałam wiecej. 
Pamiętam byla tam Kasia, 6 letnia dziewczynka z duzym upośledzeniem chodząca, ale nie mówiąca wyalienowana i zawsze siedząca w kąciku sali.  Na nikogo nie patrzyła. Brała do ręki zawsze tą samą zabawkę siedząc w tym kąciku przez wiele godzin. Smutny obraz. Czasem spoglądała na nas. Nigdy nie zapomnę jak po dwóch latach tam spędzonych Kasia zmieniła się. Nie wiem, moze troszkę pomógł czas i miejsce a moze i to ze ja nie poddałam sie w walce o to by zaistniała miedzy innymi dziecmi. Jej uśmiech, przybieganie i przytulanie. To jak uwielbiala malować tak nieporadnie a na początku tylko ze złością rozlewala kubek z wodą a kartka była przedziurawiana czarną farbą bo innych kolorów nie widziała,  nie chciała. Dlugo bardzo długo juz pracując tu gdzie jestem, zaglądałam tam...kupowałam słodycze i wracałam do "moich"dzieci. Wiem ze nie wolno mi tak mówić. Zdaje sobie sprawę ze dalam im więcej niz powinnam bo potem odeszlam i je zostawiłam. Miałam jednak nadzieję ze dorośli albo ktos "nowy", ze znalazl się ktoś , kto z taką samą radością ibzaangazowaniem,,- sercem da im skrawek nieba na tych kilka godzin w osrodku. 
Nie wiem po co ci to mowie...chyba po prostu wspominam.
Jedno jest pewne.
Wszystko co przezylam dalo mi ksztalt dzisiejszego zycia,to mnie uksztaltowalo taką jaką dzisiaj jestem. 

I ta Wizyta w miejscu gdzie czas nie ma znaczenia choćby na chwilę warto było przyjechać tytaj. Zupa z brukwi na gęsinie, jej spracowane ręce. Wiesz.  Kiedy po raz piewrszy zabrałam do niej moja rodzinę,  zabrała mnie kiedys na bardzo stary cmenatrz pod byle jakims pretekstem i powiedziała nie zmienisz go , na nic twoje starania. Zdlawiasz swoją wrażliwość i jestes nieszczęśliwa bo jesteś mocno "umoczona" w swojej rodzinie. Przyjdzie kiedys taki czas w ktorym to zrozumiesz. Ale wtedy jeszcze walczyłam o to czego nauczyli mnie rodzice będąc odpowiedzialną za wlasne decyzje z mlodosci. To była bardzo ważna rozmowa. Jeszcze kilka lat temu nikomu nie mówiłam jak dusi mnie w gardle. 

Zapytales czy zaluje swojej decyzji. Tak , zaluje ze nie miałam odwagi powiedziec "Nie" o wiele lat wczesniej. I mam w sobie  poczucie winy, ze pozwoliłam innym wierzyć ze wszystko jestvw miarę dobrze. Starałam sie zmienić i kryć wlasne myśli i uczucia.  I nie to jest wazne ze ja czulabym sie z tym lepiej,ale  to ze On mógł żyć inaczej, tak jak chciał i z kims innym , kto by go kochal.