6. lis, 2018

Co z tą zazdrością , czerwiec 2017

Sherlock zapytal mnie jak zareagowalabym, gdyby doszlo do sytuacji, w ktorej inna kobieta, nieważne czy obca czy znajoma nagle zaczęłaby go podrywac. Odpowiedziałam, ze poradzilabym sobie. Jednak po kilku chwilach zastanawiam się w jaki sposób mogłabym się zachowac. Z pewnością nie zrobiłabym publicznej sceny;) 
Biorąc pod uwagę etap do jakiego doszliśmy jednego jestesmy pewni oboje. Kazde z nas jest trochę zazdrosne o drugie. Z doświadczeń mojego 15 letniego małżeństwa czy doświadczalam zazdrości od męża? Hmmmmm. To raczej był upór, stanowisko mi wolno, tobie nie. A przy tym kompletny brak wyrażania uczuć wzgledem drugiej osoby. I moze umiałabym zaakceptować tę jego cechę, gdyby nie fakt ze właściwie zabrakło jakości w naszym małżeństwie. Zabrakło uważności, przyszła rutyna o ktorej pisze Sherlock, az w końcu tory, po ktorej miała jechać nasza lokomotywa rozjechaly się, palacz po jednej i drugiej stronie przestał dokładać do ognia,a sama lokomotywa stanęła w miejscu. 
Nie odczuwałam jej nigdy wcześniej. Wydawalo mi sie to zupelnie naturalne i normalne. Tymczasem uważam, ze zazdrość sama w sobie nie jest czymś do konca zlym. Nie jest to pozytywna emocja i czasem sie wkurzam kiedy ją odczuwam. Jednak z nią jest dokładnie tak jak z ostrą przyprawą. Jeśli dodajesz jej do jedzenia poprawiasz aromat, smak. Czujesz jak zmienia doznania. W nadmiarze natomiast moze sprawić, ze nie masz ochoty i nie będziesz jej chciał zjeść. Podobnie jest w związku. Im bardziej okazujesz zazdrość tym bardziej ranisz drugiego partnera i siebie. Dokladnie tak jakbyś chciał sprawować kontrolę nad wszystkim. A to prowadzi do jednego. Do ucieczki, do alienowania się, aż w końcu do odejścia. Zazdrość otwiera drzwi do wielu emocji od euforii, podziwu lub lęku a nawet autodestrukcji.

"Nie ma miłości bez zazdrości " coś w tym jest. 
Sztuką jest wiec zachować zdrowy umiar. Moze fakt ze nie doświadczalam jej wcześniej sprawia, ze czasem lubię usłyszeć i poczuć ją od Sherlocka:)
Uwazam ze ma ona rozne oblicza. Jej brak w związku dla mnie oznacza brak zaangażowania. Jesli jednak nie ma namacalnego powodu, nie ma potrzeby jej manifestowania czy wyrażania. Czy moglabym spokojnie patrzeć jak jakas kobieta "łasi" sie do mojego Sherlocka? Z pewnością na tym etapie nie. Prawdą jest tez ze jednocześnie zazdrość przeraża mnie, ale tez fascunuje. Nie czuję sie słabsza przez to ze ją odczuwam i nie wstydzę sie jej. Nie uważam aby była oznaką slabosci. Wrecz przeciwnie jej szczypta moze pozytywnie napedzać nasze zachowania względem siebie oraz umacniać i rozwijać to nasze bycie razem. 
Jeszcze kilkanascie tygodni temu moj wypad do Szkocji bez Sherlocka był zupełnie normalnym pomysłem. Dzis wiem, ze bedzie mi go tam brakowało, ale jednocześnie nie chcę zrezygnować z tego marzenia. Wiem, ze kazdego dnia będę się z nim w kontakcie i czuję jak bardzo on bedzie myślał o mnie. Nieznajomy zapytał czy aby się nie ograniczam. Mogę powiedzieć, ze jestem dzis szczęśliwa, i chcę sie cieszyć tym szczęściem na swoj sposób, na nasz sposób.