6. lis, 2018

Wytrwane wino mi nie służy, mrożona truskawka owszem 14.06.2017

Czekałam Olu na Was niecierpliwie. Młody zadowolony, ze w końcu spotka sie z chłopakami. Chyba ostatni raz widzieli sie na początku roku. 
Miałam Tobie tyle do powiedzenia. Tak dużo się zmieniło. Chyba nie masz pojęcia Olu ile spokoju mam teraz w sobie. Oczywiście dręczą mnie pytania, na które odpowiedzi nie znam. Czas sam mi je ujawni w odpowiednim momencie.  Pamiętasz jak się poznalysmy? To było latem kilka lat temu, a ja wracałam z mlodym znad morza. Byliśmy u was kilka dni, w tym miejscu w którym zawsze raz w roku ladowalam przez chwilę moje akumulatory. O wiele wcześniej niz cie poznalam.  Miałaś gorszy dzień, nawet przez chwilę plakalas...  rozmawiałyśmy i  tak zaczęła się nasza przyjaźń. Nigdy więcej nie miałam juz wstępu do tego tego miejsca. Ty wrocilas do swojego domu a ja bylam twoim gosciem. Wiele przeszlysmy razem. Teraz kiedy w końcu doszłam do pewnej równowagi uswiadomilam sobie, ze poznanie Ciebie i Laury w okresie kiedy byłam w separacji, potem podczas rozwodu i po wszytkim był czasem bardzo intensywnego korzystania z tego wszytkiego czego nie doświadczalam przez ostatnich kilkanaście lat. Spotkania z Wami zawsze wprowadzały mnie w dobry nastrój. Bez pytania kogokolwiek o zgodę robilam to na co miałam ochotę. Zwierzalysmy sie z naszych tajemnic, rozmawiałyśmy o wakacyjnych planach, imprezowalysmy do bialego rana. 
A dzisiaj? Dzisiaj chcę Ci powiedzieć, ze jestem szczęśliwa. Dzisiaj chce ci powiedzieć ze nie mam ochoty na zadne wyjścia. 
Dzisiaj chcę ci powiedzieć, ze lubię gotować i piec i robię to z przyjemnością. I uczę się tego z przyjemnością. 
Dzisiaj sie ululam, bo chyba po egzaminach i nerwach mam trochę na to ochotę. 
I tak się stało.  Przyjechalas jak zwykle w slicznej sukience, elegancka, pachnąca z makijażem i szczerym usmiechem od ucha do ucha.  Ucieszyłam się. Sherlock był juz na zajęciach w szkole...
Ale tez wysyłałam do niego wiadomości z zachodu na wschód. Dzisiaj  ty się uczysz i tak najprawdopodobniej do niedzieli. 
Z Olą lampka po lampce aż swiat zaczął wirować, ile bym teraz dała zeby pojawił się na moim tarasie, utulił i zabrał do łóżka. Odpadam. Olu masz głowę, a ja chyba odwykłam. Śmiałaśmy się, wspominałyśmy i nagle zadzwonił. Mój Sherlocku takie żarty? Jak to wracasz? Ucieszyłam sie jak małe dziecko na wiadomość, ze będziesz u mnie juz jutro. Obiecałam Ci pyszny obiad, a Ola jest specjalistką w kuchni i pomoże,a na deser dostaniesz sernik na zimno z borówkami i truskawkami.... 
Oj.... niedobrze i fatalnie się czuję. Olu wiem, ze naszą "tradycją" było sobotnie balowanie i wiem, ze fajnie byłoby wyjść i potańczyć. Ale ja od dawna nigdzie nie chodzę i wcale za tym nie tęsknię. Mówiąc szczerze chyba dość się wyszalałam przez ostatni rok. Alkohol przestał mi służyć, imprezy bawić... możesz się ze mną nie zgadzać, myśleć ze popełniam błąd, ze nie jestem sobą. Jednak dopiero kiedy człowiek sam  pewnych rzeczy nie doswiadczy, moze nigdy sie nie dowiedzieć co dla niego jest dobre, co mu odpowiada, z czym czuje się dobrze... a z czym źle.  Popełniłam w zyciu kilka błędów, ale zawsze dla mnie będą one lekcjami i odrabiam swoje zadania domowe. Ty zostawiasz dom i wyprowadzasz sie do miasta i do bloku. Cieszysz sie i korzystasz z zycia na swoj sposob. Rozumiem to. Ja cieszę się, ze w końcu po tych dwóch dziwnych, trudnych i jednocześnie dobrych mimo wszystko latach odnazlam drogę do siebie i nie tylko. 
Lubię prace w ogrodzie.  Z przyjemnością do niej wrócę.  Nie bylam najlepszą kucharką, dzis dużo mnie nauczyłas.Odnajduje przyjemnosc w prostych czynnosciach dnia codziennego. Jednak moją przestrzeń wypełniam czasem z Sherlockiem. Bycie wsparciem dla niego jest dla mnie ważne. Jego życie jest dla mnie ważne. Dbanie o niego jest dla mnie ważne. Praca z nim na pasiece jest dla mnie ważna. To, ze tak wspaniale złapali z mlodym kontakt jest dla mnie ważne. Wy też jesteście dla mnie ważne.  
 
Wiele razy pomagalyscie mi podnosić sie górę.  Mialam zawsze w was oparcie. Pamietasz Olu, jak miałaś kryzys, kiedy przychodziły wątpliwości zawsze bylam pod telefonem. Spędziłysmy wiele godzin na rozmowach rowniez w twoich trudnych chwilach. 
Odnalazłam spokój.
Wybacz. Nie wyjdę do miasta bez niego. Jesli przyjedzie i zechce pójdziemy razem. Jednak trochę znam juz Sherlocka, niekoniecznie będzie chętny na imprezowanie w barze, zwlaszcza po przejechaniu 1200km., powrocie nad ranem i  pracy na pasiece.  Możemy wypić drinki na tarasie i bawić sie we wlasnym towarzystwie. A nawet rozmawiać do rana.
Olu dziękuję za Twoje zaproszenie na parapetówke. Przykro mi, ale nie przyjadę sama. Nawet jesli ma to byc impreza tylko dla dziewczyn. Po prostu nie chcę jechać i bawic się bez Sherlocka. Mamy swoje zasady, dlugo dochodzilismy do tego co się miedzy nami dzieje. Zarówno po jednej jak i pod drugiej stronie było mnóstwo wątpliwości, zagrywek czy intryg. Raz górą, to znów dołem. 
I ja tez musiałam przepracowac pewne tematy.  
Taką podjęłam decyzję.  Byc moze masz rację ze mogę kiedys płakać.  Cóż dzisiaj jestem szczęśliwa, chcę i kocham. A Sherlock? Sherlock jest przy mnie. Codziennie.  Rano, w południe wieczorem....nocą. Troszczymy się o siebie i dbamy. Motywujemy  i próbujemy.  Wspieramy.
Mój młody patrzy na mnie i się cieszy. Masz rację to jest czas skoncetrowania się na rodzinie. Właczyłam guzik STOP-u. Nie dla siebie.  Tylko dla szukania czegoś czego określić nie potrafilam. Zwolnilam. I cieszę sie tym co możemy i co sobie wzajemnie dajemy. 
Dobrych snów.