6. lis, 2018

Koniec? Mam nadzieję, że to początek...

4 czerwca wyruszyłam po raz ostatni do szkoły. Udało nam się znaleźć godzinę na wspólną pyszną białą kawę z Sherlockiem. Sherlocku przypomniam Ci, nie używasz więcej niezmiernie przyjemnych słów w stosunku do jakiejkolwiek koleżanki po drugiej stronie telefonu. Chyba, że chcesz usłyszeć podobne z moich ust w stosunku do kolegów :) :) :) 
Wierzyć się nie chce jak te dwa lata minęły...tak szybko. Kiedy zaczynałam naukę byłam pełna obaw czy podołam fizycznie, nikomu przecież w szkole nie powiedziałam, że dwa miesiące wcześniej przeszłam udar. Nikt nie odważyłby się tak ryzykować. Mama ze strachem w oczach  żegnała się ze mną przy każdym wyjeździe. Tymczasem poradziłam sobie i z poligonem i z teorią. Cały czas do przodu. Ta szkoła to "stalownia" oprócz kilku osób, z którymi z pewnością utrzymam kontakt, reszta to "beton". Prawdę mówiąc nie czuję się przygotowana. Myślę, ze zdecydowanie ktoś podjął niewłaściwą decyzję przerzucając naszą formację pod oświatę. Nadszedł czas egzaminów państwowych. Sherlocku, "żeby mi się buzia uśmiechnęła". Dziękuję Tobie szczególnie za wiarę we mnie, za obecność i każde słowo.  Będziemy spełniać nasze marzenia. Powolutku. Nie zniknę. Obiecuję. Wiesz o tym. 
Dziękuję również moim dziewczynom, bratu, Agnieszce, Reni i innym życzliwym osobom za wsparcie.
 Tato tak bardzo nie chciałabym Cię zawieść. Wiem, że wciąż jesteś przy mnie. Mam taki plan w głowie, że muszę zdać ten cholerny egzamin. Odpocząć rok i realizować kolejny cel. Przecież w niedalekiej przyszłości idę na emeryturę 😊 to zdecydowanie jest krótszy czas niz ten za mną. 
 Pamiętasz Sherlocku,  wspomniałeś swoją maturę. Pisaliśmy dokładnie ten sam temat - Człowiek a samotność. Byłam zachwycona rozpisałam się na kilkanaście stron. Też dostałam piątkę:) tak jak z historii i angielskiego. I co się stało? No cóż i ty masz rację i mój ojciec chrzestny który jest wykładowcą matematyki. To ona jest królową wszystkich nauk. Jest w każdej dziedzinie zycia. W muzyce, książce kucharskiej, w przypływach i odpływach morza, fazach księżyca, w tańcu... Tymczasem ja jestem kompletnie zielona jeśli chodzi o liczby, wzory, działania..... itd. Jak mam ją polubić? Czy to możliwe?

5 czerwca - ucieszyłam sie z wylosowanego miejsca na wielkiej auli. Nie będzie tragedii kwestia towarzystwa po każdej stronie mojej ławki. No to pięknie. Nikogo nie znam. Muszę liczyć sama na siebie. 40 pytań, żeby uzyskać wynik pozytywny muszę zebrać 20. Patrzę w arkusze od pół godziny i sama sobie nie wierzę. Co to jest do cholery. Tylko 6 pewników. Boże, i co dalej? To co zawsze na testach w szkole. Nie ma innego wyjścia, trochę na logikę, reszta na chybił trafił. 
Wieczorem sprawdzam klucz. Udało się. Tak udało, nic innego szczerze powiedzieć nie mogę. Jeden do przodu. Zważywszy na pytania, jeden z kolegów zaśmiał się  "za chwilę zrobią  ze strażaków takich prewentystow i profilaktyków, ze właściwe my juz kompletnie nie bedziemy potrzebni. Rzeczywiście pytania w teście w minimalnych procentach dotyczyły sprzętu i praktycznych działań.  No cóż. Życie i niespodzianki z którymi trzeba się zmierzać. 
Ale jutro. Jutro będzie rzeź niewiniątek. Jak poradzę sobie z zadaniem praktycznym. Wszyscy czekamy na jakiś przeciek. Cokolowiek. Jeśli będzie gaśnicza polecę na cholernych obliczeniach. Nawet gdybym znała wszytkie wzory nie poradzę sobie z ich przekształcaniem. Jeśli bedzie katastrofa budowlana, leżę....bo stemple i belki robiliśmy tylko raz.  Chemia????  Co tym razem dostaniemy. Co bedzie w kluczu i jak w niego trafić? Jak uzbierać 75% ? 
Wciąż na łączach z Sherlockiem. Znosiles tak dzielnie moje miauczenie. Boże jak on we mnie wierzy. Dopada mnie zwątpienie. 
No nic. Trzeba sie wyspać, zjeść porządne śniadanie i zrobić wszystko co możliwe.  Ściągi mam, ale jak zawsze nie skorzystam. Nie potrafię. Zaraz zaczynają mi się pocić dłonie i wychodzą rumieńce. Wstyd w tym wieku ściągać.  Nie umiem. Chyba nigdy sie nie nauczę :)
Staram się i myślę pozytywnie. Jeszcze tylko jutro i w piątek do domu. Filozofia grona oficerskiego  - niewazne czy zdałam czy nie, próby od rana do wieczora przez dwa dni w upalnym słońcu, w mundurze i obcasach. To jest dopiero brak logiki. Na wyniki i tak trzeba czekać do 23 czerwca, promocja dopiero w polowie lipca. Gdzie sens, gdzie logika? 
Chcę do domu. Do syna, do moich czterech ścian i do Sherlocka. A szanse na spotkanie coraz mniejsze, on też znów na wschód wyjeżdża na ostatni zjazd przed jego egzaminami. 
Po kilku rozmowach z Nim, próbami dochodzenia co bedzie jutro zwyczajnie odpływam. 

6 czerwca, godzina 13 start. Dwie godziny. Mamy miejscowe zagrożenie, wypadek samochodowy, osoba poszkodowana, hotel obok z ludźmi i kwas siarkowy. Cholera, chemia i profilaktyka. Na szczęście przerobilismy wieczorem podobne założenie. Wzór zapisałam na ręce.  Przede mną chłopak, któremu przedyktowalam karta po karcie...całość. wyszlam zadowolona. Od razu zadzwoniłam do Sherlocka. Skrupulatnie zdając relację. Jezz ile bym dała gdybyś juz dziś mnie do siebie przytulił. I powiedział " nie martw się, wszystko będzie dobrze "
 Ale co będzie zawierał klucz? Czy to wystarczy? 
Nie chcę tu zostać ani minuty dłużej.  Jest 16.30. 
Moje jedyne koleżanki z pokoju niebawem zostaną mamami i jutro rano wyjadą zwolnione z prób bo i tak na promocji ich nie bedzie. Mam tu byc sama? Mam dość juz tego hotelu. Po drugiej stronie Sherlock "kombinuj i wracaj. Przyjadę i zostanę." Nie ma takiej opcji, nie zostanę ani chwili dłużej. On na mnie czeka. W końcu mam głowę nie od parady, po chwili rozmowy z komendantem szkoły dostaję zgodę. Bez raportów i innego tlumaczenia się.  
Dziewczyny uznały, ze powinnam zostać i pożegnać się ze wszystkimi. Wybaczcie. Wolę wsiąść w samochód i gnać moim staruszkiem do domu. Szybki prysznic, pakowanie i ku zaskoczeniu kolegów uciekam stąd.Nie ma czasu na obiad. Jestem w takich emocjach po tych dwóch dniach, wystarczy woda. Bawcie się dobrze. Mam nadzieję, że wszyscy w tym samym gronie spotkamy sie na promocji. 
Wracam. Wracam do moich bliskich. Do młodego przystojniaka i Mojego Sherlocka. Dziś zasnę przy nim. Tak się cieszę. 
Za kilka godzin, koło 22 będziemy razem. 
W weekend zaplanowane spotkanienz Olą. Cieszę się na Jej przyjazd. Dawno się nie widziałyśmy. Czas nadrobić zaległosci, Olu dużo się zmieniło.Bardzo dużo.