30. paź, 2018

W opozycji do krytyka

Odkąd zaczęłam wysłuchiwac starszych narodził się we mnie Krytyk. Miałam chyba wtedy ze 6 lat. Nagle mój świat runął w gruzach, a ja zaczęłam się po prostu bać. Krytyk zaś rósł i rósł i calkiem zapomniałam, że jest we mnie Ktoś, kto był tu ze mna od moich narodzin. Moje wewnętrzne dziecko. Prawdą jest, że przychodząc na świat nie wiemy czym są ograniczenia, zakazy, normy, wierzenia, kochamy bezwarunkowo, nie rozumiemy dlaczego nie możemy robić rzeczy, które sprawiają nam radość, ponieważ nagle pojawia się komunikat, "nie wchodź tam", "to jest niebezpieczne", "daj mi spokój bo jestem zmęczona". "póżniej, nie teraz", "zadajesz głupie pytania", "jeszcze przyjdzie na to czas", "tak, bo tak i już" - no cóż takie komunikaty powodują, że tracisz nagle swoja radość, nieprzewidywalność, wyobraźnię... Nie chodzi mi o to, że normy są złe, że zasad być nie powinno, że dyscyplina jest niepotrzebna. Ważne jest jednak to, że nie pozwolono mi cieszyć w pełni, zabrano możliwość spróbowania, doświadczania. Nie chodzi o to, że mam żal, nie mam. Dzięki temu, że byłam krnąbrna, chodziłam swoimi ścieżkami i miałam swoje tajemnice, jestem dorosłą dojrzałą kobietą i przede wszystkim matką, która umie kochać swoje dziecko bez lęku. I tu ma dla mnie wielkie znaczenie, że mam świadomość tego jak wazne jest pielęgnowanie wewnętrznęgo dziecka. I jestem szcześliwa, bo mój syn widzi, że sobie radzę, że jestem uśmiechnięta i że jestem Jego Przyjacielem.

 Jesteśmy spójni na poziomie odczuwania radości, ciekawości, nic nie wydaje się nam niemożliwe. Dziecięca radość nie zna granic, nie wyznacza jej żadna norma, nie jest podyktowana potrzebą czy oczekiwaniem. Dzięcięca energia i naturalnośc sprawia, że wyobrażamy sobie że mozemy być kimkolwiek zechcemy, lonitkiem, piotem, baletnicą i tylko kiedy dorastamy nagle Ktoś nam mówi , że życie wcale nie jest takie proste. Zycie to walka o przetrwanie. To straszne, bo nagle zapominamy o naszej wewnętrznej energii i jej potencjale. Budzi się wielki Krytyk i zaczynamy powielać schematy nawet w  stosunku do naszych dzieci, mówiąc im co dla niech będzie lepsze, gasząc w nich potencjał, chęć do próbowania. Jak ja - Mała rozumiem swoje dziecko, które jest we mnie. Rozumiem, że nie pozwolę mu na to by zachowywało sie jak szczenię, bo najwzyczajniej w świecie mogłabym stracić równowagę, ale współpracując  z Nim, mogę spodowować zmianę mojego podejścia do życia. Kiedy ma się 40 lat i pewne doświadczenia za sobą , pewnego rodzaju dojrzałość sięgnięcie do lat dziciństwa może skonfrontowac z nieprzyjemnymi wspomnieniami . Jednak w oparciu o własne poczucie wartości wiem, że warto to zrobic dla siebie. Pozamykać i zakończyć spory sprzed lat, uporać się z lękami... próbować i zacząc się cieszyc każdym dniem.

Mój Krytyk zadba o pewnego rodzaju rozsądek, kiedy Ja będę realizować swoje marzenia z rodością. Czasem jestem posądzana o to , że źle wychowuje swojego syna, że za dużo mu pozwalam, że jestem zbyt liberalna i że o wielu rzeczach z nim nie powinnam rozmwiać. Ale ja się nie boje odpowiadac na trudne pytania, a mój syn jest ciekawy tego co ja mam do powiedzenia. Wiem, że jestem kimś komu ufa. Nie krzyczę na niego, czasem jego zabawy doprowadzają mnie do szału, zwłaszcza że chyba tylko na naszym podwórku i tylko w moim garażu jest taki galimatjias, gdy zaprasza kolegów i tworzą swój świat, na swój sposób, który daje im radość, otwiera wyobraźnię i to jest cudowne. 

A ja ... ja chyba powinnam sięgnać do kartonu sprzed kilku lat i wyciągnąć moją mapę marzeń. Zweryfikować, uzupełnić... 

Skok z komina, wypad do Szkocji, nauka języka, zdobywanie nowych kwalifikacji...i sprawa najważniejsza pokochanie drugiego czlowieka. Kocham moje wewnętrzne dziecko. Chroni mnie przed rutyną, smutkiem, złością.