30. paź, 2018

Dobrze, Jesteś...

Wstalam o siódmej szybko szklanka wody jak co rano....czajnik na kawę. Stały rytuał, może pora zamienić kawę na herbatę? Nie, herbata później. Trzeba się ruszyć, wciąż za szybko umyka mi czas...
O raju jak to mówi Sherlock "Siwa Riwa " ale przypomialo mi się Sziwa Riva z Koziołka Matołka..to były bajki. 
 Spoglądam w lustro, cóż nawet tu dajesz o sobie znać. Kurze łapki, niedoskonałości i siwizna. Jak to mozliwe, że Ty masz z tym wiekszy problem niż ja? Przyglądam sie sobie, zmieniam się fizycznie to takie naturalne i nieuniknione.  Jednocześnie widzę Kobietę. Jest spokojna, atrakcyjna i ciagle młoda duchem. Calkiem świetny z nas duet dojrzalosc fizyczna i pogoda  ducha... jakby troszkę w tyle i mająca w nosie pesel i czas.
Wielka Sobota i znów trzeba sie wkomponować pomiędzy uwijającymi się ludźmi - pomóc mamie. Jakby na to nie spojrzeć  została mi tylko ona. Coraz słabsza, wrażliwsza i samotna. Moja mama. Taka piękna gdy była młoda. Jeszcze wczoraj pokazywałam jej zdjęcie Sherlockowi. "Za sam uśmiech można ją pokochać, Ty jeszcze sie tak nie śmiałaś..." no cóż może i nie.  Nadal jest piękna tylko nieszczęśliwa. A najgorsze jest to, że sama nie wiem co musiałoby sie stać żeby jej uśmiech wrócił. Śmierć ojca i jej żal ze tak ją zostawił, jeszcze młodą i taką bezradną. Oczywiście my dołożyliśmy swoje. Nasze wybory i nasze decyzje z którymi do dzisuaj sie nie pogodziła. On właściwie niczego jej nie nauczył, a może nie tyle nie nauczył co po prostu sam zajmował sie wieloma sprawami. Tak bardzo dbał o rodzinę. Była dla niego najważniejsza. I znowu święta bez niego.
Patrzę na Nią i myślę o tym jak dobrym jest człowiekiem. Zawsze pomocą służyła każdemu w potrzebie. A najbardziej tym, do których dobrała się poważna choroba. Nie potrafię tak jak ona. Zbyt wiele śmierci dokoła, zbyt wiele bólu. Może to nie ludzkie, moze osadzisz mnie nawet Ty Sherlocku. Ale nie chcę juz słuchać o umieraniu, tragediach życiowych, ciężkich chorobach. Były, są i będą.  Tak po prostu jest. Jednak to zbyt wiele dla mnie. A ona juz tylko o tym potrafi mówić. Czy to możliwe ze straciła nadzieję, ze przesrala wierzyć ze jest atrakcyjna, ze ma tyle do zaoferowania. Czy może jej wlasne demony wzięły górę, przyniosły choroby i smutek. Oczy straciły swój blask i uśmiech jak ten który zobaczyles odszedł. Przykro mi. Nawet jeśli nie mam z nią takiej relacji jaką bym chciała, kocham ją. Wiem, ze tak jak dla mnie tak i dla niej święta stały sie raczej trudne. Wraca tęsknota. Rozumiem Ją. Stara sie nas trzymać razem, choć kazde ma swoje życie. I my trzymamy się razem. Kazdy z nas inny. 
Lecę dalej....kolejki i tłumy w sklepach. To jakis obłęd w którym muszę brać udział. 
ps. Kiedyś jedna ze znajomych powiedziała do mnie - wybierz sie ze mna do galerii, podchodzimy, zrelaksujemy się, miło spędzimy czas.
Okropne, jak można sie relaksować w centrach handlowych, ludzie ocierający się o siebie, muzyka i te specyficzne zapachy- jeden zawrót głowy. O nie....nie....nad wodę, do lasu, za miasto gdzie nawet w głowie zacznie wirować to z powietrza, które lakniesz najmocniej jak tylko możesz. 
Dwa dni, może jak mowisz dojdzie do wymiany myśli i wrażeń. Jeśli to w ogóle mozliwe, bo zwykle jest tak że mam niedosyt i tylko słyszę wypadałoby pójść do Kościoła. Nie tak Cię wychowalismy... 
Zmykam  malować jajka i szykować swieconkę...z pogodą ducha. 
Wieczorem odpocznę, pozapalam świeczki, bedzie cichutko i spokojnie. Dobrze, że Jesteś