30. paź, 2018

Widok z okna

Miałam dziś sen. Przyśnił mi się tato, był jakiś dziwnie zdekoncentrowany, bez kontaktu... Wracaliśmy z błoni na Jasnej Górze...moja siostrzenica zasypiała mi na rękach, maleńka i ciepła wtulona w moje ramiona.  W samochodzie pachnialo mietą, której cały worek leżał na tylnym siedzeniu. On jechał tak jakby kompletnie nie patrzył, co dzieje się na drodze... po raz pierwszy od wielu miesięcy mi się przyśnił, ale nie był taki jak zawsze w moich snach, szczęśliwy, radosny i uśmiechnięty.  Był na wpółobecny, dziwny i  czułam jak ogarnia mnie lęk. Tato - Ty przecież nie żyjesz od 11 lat...

Obudziłam się przed trzecią. 
Zrobiłam kawę. Zabrałam ze stolika konspekty i wyszłam z pokoju nie chcąc budzić dziewczyn. Niech śpią spokojnie. 

Już 5.30. Z okna hotelowego korytarza nie rozciąga się widok pięknych łąk, lasów a nawet  nieba,  to dzielnica przemysłowa, więc trudno  wymagać zachwytów. Z podjeżdżających autobusów wylewają sie kobiety, mężczyźni, idący do tych zakładów, wielkich starych, smutnych budynków- do pracy. 
Przyglądam się im paląc papierosa  z cholernym  konspektem kolejnego zaliczenia w dłoniach.  W końcu to tylko miejsce, do którego przyjeżdżam co kilka tygodni. Jest tanio, warunki względne, woda niezbyt ciepła, a w zimie trzeba pokój dogrzewac farelką. Jak się cieszę, że to już ostatni zjazd. Dwa lata, minęły, jestem już blisko zakończenia edukacji z której jedyny pozytyw, ale w obecnej chwili najważniejszy -  otwarcie drogi do awansu.Czy o tym marzyłam? Kiedyś tak, dawno. Kiedy jeszcze tą pracę traktowałam jak coś podarowanego.  Dzisiaj to jest po prostu cel. Czekałam na ten moment 13 długich lat. Nadal uważam, że w pewnych zawodach zarezerwowanych głównie dla mężczyzn, kobiecie musi dopisać  szczęście.  Dziękuję więc mojemu szczęściu.
Wiele wyrzeczeń, mnóstwo nauki i przede wszytkim odwagi by się tego podjąć.  Jestem humanistką, a to co mnie tu spotyka to jak czarny szlak w górach.  Trudny, wymagający, niezjednany. Ja po prostu muszę dać z siebie wiele pracy, uważnosci i wierzyć, że warto iść dalej, posuwać się każdego dnia choćby o kilka kroków bez względu na to jaką pogodę mam na tym szlaku.  Wszystkie ścisłe przedmioty, matematyczne wzory, chemiczne równania, wysiłek fizyczny 
na poligonie,  wszytko to po to, aby zapewnić sobie lepsze życie.  Hmmmm...
Czy warto? Zawsze warto spróbować. To jest też kolejna lekcja. Czasem lekcja okupiona łzami, wątpliwościami "co ja tu robię?"  Czasem tak trudna, że po prostu przestaję wierzyć w swoje umiejętności. Przestaję wierzyć w siebie. Przetrwać. Tyle czasu już poświęciłam. Zostawiam dziecko, za którym tęsknię, dom, pracę której nikt za mnie nie wykona.  Nikt mi nie powie, że mnie rozumie. To, gdzie jestem mam potraktować jak nagrodę, wyróżnienie...po tylu latach. 
Wiele się wydarzyło w tym miejscu, w tym hotelu. Poznałam tu wielu ludzi, zobaczyłam tyle różnych emocji. Kim są Oni w swoich domach? Tu każdy z nas może być tym kim, chce być.  Nie ma ograniczeń, nie ma rodzin, życiowych partnerów i obowiązków.  
Dobre jest to, że nikt tu nikogo nie skrzywdził,  że pomimo takiej różnorodności charakterów traktujemy siebie z szacunkiem. Jak zabawa to zabawa, gdy nauka to i wsparcie.  Dla mnie to też jest taki czas kiedy nie oszukujmy się mogę na chwilę wyłączyć myślenie 
o obowiązkach. Tęsknota- tęsknotą... staram się więc przyjmować ten czas "nagrody" i nie myśleć o tym, co zostawiłam, a co zastanę po powrocie. Przecież i tak się ze wszytkim uporam jak zawsze. 

To tak na marginesie....w tym oknie....
Jestem wdzięczna, że to nie ja wylewam się z tego autobusu i nie ja idę do tego wielkiego, szarego, smutnego budynku.

Za kilka dni wrócę i napiszę o moim spotkaniu z wiatrem z północy  :)