30. paź, 2018

Widzę Cię....stąd jest taki piękny widok 24.12.2016

Czasem warto poddać się biegowi wydarzeń i nie wpływać na ich kierunek....

 Nie lubię świąt gdyby nie okoliczności, zobowiązania i rodzina nie byłoby mnie tu. Nawet ubieranie choinki zostawiam do ostatniej chwili. Kiedyś bardzo je lubiłam, to było bardzo dawno temu.

Nie. Nie tęsknię za nimi. Jeszcze nie. Nie ta chwila i nie ten czas. Dzisiaj to obowiązek. Usiądę do stołu, w odświętnej sukience, połamię opłatkiem, zjemy wieczerzę, pośpiewamy i rozdamy sobie prezenty. Schemat. Przyodzieję tę rolę. Postaram się tyle ile  trzeba i czmychnę do domu.

On ma podobnie. Zdążył mnie uprzedzić, że ucieka. Tak, to jest ucieczka. Jego i moja też. Cholera. Musi go boleć, bardzo boleć.

- Dokądkolwiek się udasz, spróbuj wykorzystać ten czas… 
W odosobnieniu mamy ogromne możliwości…nie oceniaj…niech Cię przeniknie Twój ból, pozwól mu być…a potem spróbuj pozwolić mu odejść. Myślą, duszą i sercem jestem z Tobą. Mogłabym tam z Tobą być. Po prostu choćby bez słów…

On dziękuje za wszystko, drewno mu się kończy i razem czekamy 
na gwiazdy.

Po tym jak obiecał mi koszulę nie mogę się powstrzymać…

            - Ale mi będzie przyjemnie zasypiać w niej zasypiać, podwinięte rękawy , lekko rozpięta, otulająca moją szyję, ramiona, moje piersi, mój brzuch, biodra…spływająca miękko….mmmmm – Bardzo Cię zapragnąłem. Od pierwszego wejrzenia.

 Czego zapragnąłeś?

 Obiecałam mu list. Napiszę z domu. Mam ochotę na drinka. Nie lubię „pić” w samotności, odbieram mamę z pasterki. Kieruję się na Orlen kupuję Krupnik, CocaColę i zapraszam ją na drinka. Po godzinie zostaję sama. Z telefonu wciąż docierają do mnie wiadomości

„Widzę Cię. Widzę, stąd jest taki piękny widok”

  Gdy zostawił dom w święta i pojechał w tą dzicz po zmroku, odliczałam czas jadąc obok w milczeniu przyglądając się  którą "drogą " podąża jego niespokojny duch. Gdy rozpalała ognisko a twarz zmieniała się... wolałam się wtedy oddalić, ale być blisko na tyle żeby poczuć 
to co się z Nim działo .. ile pytań w jego głowie, ile żalu do siebie 
do innych, ile wątpliwości.... strach mnie dopadł że w tym wszystkim nie da rady i ani przez chwilę nie pomyśli o nas.... a  tak pięknie mówi o miłości...tak pięknie ją czuje.... 

W końcu stwierdził że ma obawy, że go wyidealizowałam.
Hmmm... to byłoby nierozsądne, czy jednak nie mam prawa myśleć 
o Nim dobrze? 
Dlaczego nie mogę mówić że jest kochany, skoro tak pięknie nikt 
do mnie nie mówił od lat.  Dlaczego mam się nie śmiać,skoro wprowadza nas w dobry nastrój?
Dlaczego mam się nie cieszyć, kiedy myśli za mnie dla mojego dobra, bardziej niż ja sama...
A jeśli ma gorsze dni...no cóż wszyscy je mamy. Oczywiście ja też czasem wchodzę do jaskini, ale wolę się wtulić, wolę przedyskutować, oczyszczać, wyjaśniać - od razu najlepiej. Tak, ja też potrafię 
się wkurwić.

Tak, to trwa chwilę, bo wystarczyłoby mnie wziąć i zamknąć 
w ramionach.

Pytam? Czy to źle, że moje oczy widzą Go takim?

Nie jestem z innej planety. Jeśli  przyjdzie taki czas, by zdecydować
co dalej....będę się wtedy zastanawiać.

Tak. To prawda, wierzę w miłość. Wierzę w nią jak nie wiem co. 
Nie ma takich problemów, których nie można pokonać i wszytko można rozwiązać... I choć już dzisiaj wiemy, że nie wiesz czy jesteś na to gotowy...
Spróbuj o tym nie myśleć.