30. paź, 2018

Mała i On 15.12.2016

Przed 15 grudnia ......był listopad.

Wiadomo. Listopad zawsze jest smutny, zawsze ponury i zawsze najwięcej wspominamy w nim zmarłych. W listopadzie pochowałam swoje niespełnione marzenie i uczucie. Ale nie płakałam. Właściwie to nawet lekko się upiłam czerwonym winem z piwnicy w swoim własnym towarzystwie. A potem zwyczajnie, już spokojnie i bez żalu poszłam spać. Juto będzie lepszy dzień. Mała. Jutro nowy początek. 
Z niewielkim kacem, następnego dnia przestałam myśleć 
o danych sobie obietnicach... czy dobrze nie wiem.

Zaryzykuję. Ostatni raz odważę się być sobą. W końcu już żadne emocje nie są w stanie mną władać. Jestem dojrzałą kobietą i w końcu nauczyłam się, że klucz do Tajemniczego Ogrodu należy tylko do mnie. A ja będę się tam zakradać pod osłoną nocy.

Wyleczyłam się przecież z Marka. Przepłakałam, przetańczyłam 
i przepracowałam to ostatecznie. Nie pozwolę, żeby moją duszą targał jakiś emocjonalny palant , który śmie się nazywać mężczyzną. Marek miał się po prostu pojawić w określonym celu i  w określonym przez Wszechświat czasie . Grzałam jak idiotka serce dla niego, piekłam ciasta, robiłam masaż pleców aż w końcu dotarło do mnie, że Marek mnie nie chce , a ja go już nie potrzebuję. Cały rok, dwanaście miesięcy.... 

Marku - na szczęście nie spieprzyłeś mi życia.

Marku, ty sam spieprzyłeś, a ja jestem dziś Tobie za to wdzięczna. 

Marku - już dla mnie nie istniejesz. 

 

Dzisiaj - 15 grudnia

Ach te moje zabawne koleżanki.... Po co w ogóle mnie w to wkręciły. W summie byłam wściekła.  Zaglądanie na  profil sprowadza się 
do jedynej rozsądnej rzeczy - delate..., ale nie dziś. Dzisiaj, gdy zobaczyłam jego wiadomość  przed południem, to po prostu się zatrzymałam. W tym wirtualnym świecie Małą podglądał On. Musiałam zaspokoić pojawiąjącą się ciekawość. I tak się posypały krótkie wiadomości. Jak dziewczynka czekałam na kolejne i ukradkiem odpowiadałam.... co tu dużo pisać..... I nagle mnie zaskoczył, przyszło mu do głowy, że chce mnie usłyszeć. Co On sobie myśli, ale cwaniak….

Pojawiły się dość logiczne i rozsądne pytania. Podał numer, na kartę jak sądzę i tak podrywa laski, a może to jakiś zboczeniec....jeezz opamiętaj się Mała. Słuchaj, powtarzałam sobie w głowie, nawet jeśli to co... co ? Dojechałam do domu. Spokojnie wstawiłam czajnik, usiadłam w kuchni na krześle i pomyślałam. Niczym nie ryzykuję. 
Ale też cholernie byłam ciekawa jego głosu i tego jakie słowa popłyną. Jeśli On nie będzie miał podobnego głosu do Al Pacino, co uznał za jedyne podobieństwo, uprzejmie go zbędę. Ooooo .... to jest jakiś plan.

 Wstałam z krzesła, zalałam kawę, a numer powędrował gdzieś Tam. Nie trwało to nawet minuty i nagle zadzwonił. No i co tak marszczysz brew Mała, sama tego chciałaś. O raju.....usiadłam. Pomyślicie, że zwariowałam ale byłam zdumiona, oszołomiona, serce mi waliło 
i chyba po raz pierwszy w życiu tak starannie uważałam, żeby nie dać po sobie tego wszystkiego poznać. Szybko przeszliśmy do śmiechu.... nie pamiętam, ile trwało to nasze wymienianie słów, dźwięków 
i chichotów. Ale musiałam wyglądać co najmniej śmiesznie:) Rozmowa z Nim to sama przyjemność. Po prostu nie chce się kończyć. Chłopaku, Ty wiesz jak i co trzeba zrobić, że dziewczynie zmiękły kolana... 

Ty wiesz jak uchylić te drzwi bez użycia klucza. No nie powiem, zaintrygował mnie. Spadłam lub coś mnie zepchnęło wprost do jego konstelacji. Ile gwiazd tu jeszcze masz ??? 

Ten dzień się nie skończył, mijały kolejno, 20,22, północ .....aż 
w końcu po cudownym seksie przez telefon koło piątej nad ranem poszliśmy spać....

Mała.... takiej się nie znałam.... Tak zaczęła się ta historia bez użycia przycisku delate. Nieważne. Dzisiaj jesteś i jest nam dobrze.

Nie!!! Jest nam cudownie. Już żałuję, że muszę wyjeżdżać 
w weekend....