10. kwi, 2017

Czekam w zimnej celi, kiedy rozbrzmiewa dzwon...

Czekam w zimnej celi, kiedy rozbrzmiewa dzwon
Rozmyślam nad swym życiem, nie mam wiele czasu
Ponieważ o piątej zabiorą mnie na szubienicę
Piaski mego czasu wyczerpują się
Wyczerpują się

Ksiądz przyszedł odczytać ostatnie słowa
Wyjrzałem przez kraty, by ujrzeć ostatnie widoki
Świata, który okazał się dla mnie wielce złym

Czy to mógł być jakiś błąd?
Ciężko powstrzymać nieprzezwyciężony strach
To naprawdę koniec, a nie jedynie szalony sen?

Powiedzcie, że to tylko sen
Niełatwo jest przestać krzyczeć
Ale słowa uciekają, gdy próbuję przemówić

Łzy płyną, lecz czemu płaczę?
Właściwie to nie boję się śmierci
Czyżbym nie wierzył, że tak naprawdę końca nie ma?

Gdy straże wyprowadzają mnie na dziedziniec
Ktoś woła z celi: „Bóg z tobą”
Jeśli Bóg istnieje, czemu pozwala mi umrzeć?

Gdy idę, życie przebiega mi przed oczami
Choć koniec bliski, nie jest mi przykro
Złapcie moją duszę, zanim odleci

Zaprawdę powiadam wam ma dusza jest nieśmiertelna
I już się nie martw się, kiedy odszedłem
Przeszedłem na drugą stronę, by poznać prawdę

Kiedy twój czas będzie bliski końca
Może wtedy zaczniesz wierzyć
Że życie tutaj to tylko dziwna iluzja