Oto jest największa na świecie spowiedź.....

25. paź, 2018

Chciałam opisać to co w moim życiu stało się czymś magicznym, to o czym marzy każda kobieta. Chciałam i pokazałam moje uczucie niedowierzania, świata wypełnionego po brzegi tak mocnym ładunkiem, że z ledwością dźwigałam  ten bagaż. Chciałam i udało mi się choć troszkę tak sprowokować Sherlocka, bo ciężko mu było otworzyć się na świat uczuć. Dostałam to czego tak bardzo pragnęła moja dusza. Ale żyjemy w realnym świecie, runął świat oddanych przyjaciółek, Sherlock przestał pisać a ja…? To co było jeziorem zamknęłam,schowałam w bezpieczne miejsce. Może na zawsze a może tylko na jakiś czas.

Świat wokół nas się zmienił, my nadal podążamy razem, a żar między nam przybrał jesienne ciepłe barwy . Przechodzimy kolejne etapy, niektórych się nie doczekałam i już nie doczekam. Z tą samą miłością patrzę na Niego i uściskiem w żołądku gdy nie mogę mu pomóc. Nie opuściłam jeziora, jest we mnie bardzo głęboko. Kocham z całego serca, ale nie mogę oczekiwać że Sherlock odda tym samym. Bardzo za nim tęsknię,próbuję zrozumieć i tłumaczyć sobie że czasem może być inaczej niż byśmy tego chcieli. I tylko serce wciąż uparcie i nie tak skrycie, ono wciąż chce brać i dawać więcej. A życie, jak to  życie nie daje za wygraną…

                                                Mała 

 

20. lip, 2017

Ti amo zacumowane w marinie Świnoujście nie jest tak nowoczesna jak w Kamieniu Pomorskim ale ma swój klimat. Jej równoległe usytuowanie do głównego toru portu pasażerskiego i cargo daje niesamowite wrażenie. Przed minutą mijał nas prom o rozmiarach kilkupiętrowego wieżowca. Opłaciliśmy miejsce i ruszyliśmy na zasłużony posiłek. Sandacz i zimny browar Boże jak to smakuje. Zwiedziliśmy przeprawę promową oraz port. Wszystko odrestaurowane i czyste.
Bandery sąsiadów mówią same za siebie nasze okna na Bałtyk są naszą najlepszą reklamą mieliśmy problem żeby zacumować bo choć Ti ma 10,5 m ciężko się wcisnąć w środku sezonu na tak uczęszczaną marinę. Zbliża się wieczór. Na falbanku czyli nabrzeżu spacerowicze, żeglarze, spokój. Morze tak jak góry uczą pokory i spokoju nie ma tu miejsca na błędy. Jeśli je popełnisz możesz srogo za nie zapłacić.
Zostawiam towarzysza i idę na zachód słońca koło słynnego wiatraka tak naprawdę to sygnalizator, króry wraz z innym białym tworzą azymut podejścia do portu jak na pasie startowym na lotnisku. Te dwa znaki kiedy znajdą się w linii prostej pokrywają się i wyznaczają idealnie środek toru wejścia bezpiecznego do portu. Idę nabrzeżem zmieniającym się z betonowego na dziką bindugę. Młodzi bawią się przy ogniskach. Gitary, śpiew, ciepła noc. Zachód piękny ale komary nie pozwalają zostać choć chwilę dłużej. Mała szkoda że cię tu nie ma. Wracam ale inną drogą. Koło fortu znajduje się restauracja Prochownia. Dźwięki jakie mnie dobiegły możecie usłyszeć powyżej. Zasłuchałem się i nie mogłem odmówić sobie dobrej kawy. Usłyszałem, że "już zamykamy" ale z tyłu odezwał się głos właściciela, że wprawdzie z kuchni nic już nie wydają ale kawa a i owszem. Odwzajemniłem się uwagą o dobrym guście i subtelnej muzyce podkreślającej nastrój tego miejsca. Spotkała mnie niespodzianka do kawy otrzymałem miły gratis ciasto cytrynowo ananasowe naprawdę pyszne o kawie nie wspomnę.
Trwało to może pół godziny ale chyba właśnie takie przypadkowe i spontaniczne gesty najbardziej zapadają w pamięć. Na pewno ich jeszcze odwiedzimy mam nadzieję z Jagą.
Chwila spaceru zadrzewioną aleją i jestem na jachcie. Rozmawiamy o jutrzejszym dniu nawigacji, pogodzie. Jeszcze dwa piwa i oddaję się w objęcia Morfeusza. łysy świeci. Jaga go lubi ja nie koniecznie ale mam do ciebie prośbę ucałuj ją ode mnie. Pewnie teraz patrzy na Ciebie. Dobranoc. ;-)

17. lip, 2017

Nadszedł ten dzień. Poranek słoneczny i lekka bryza. Zapowiada się spokojne żeglowanie. Marina w Kamieniu Pomorskim aż pachnie nowością, sporo bander sąsiadów Niemców, Duńczyków czy Szwedów. Naprawdę widać, że my Polacy potrafimy robić piękne rzeczy. i najważniejsze nie mamy się czego wstydzić.
Po porannej Toalecie okazało się że czas nas nagli i pośpiesznie musimy wyjść z mariny. Tor wodny na Dziwnów jest ciasny i nie wybacza zejścia z kursu od boi przekonałem się o tym boleśnie w drodze powrotnej. Ale o tym później. W Dziwnowie niestety nie zdążyliśmy na otwarcie mostu zwodzonego o 10.00 i szukaliśmy gdzieby przycupnąć aż do 12.00 Na szczęście okazało się że wycieczkowiec zebrał ekipę turystów i szykuje się do odbicia od nabrzeża. Niewiele myśląc rzut oka na most i rura przez przesmyk jeszcze tylko meldunek w kapitanacie prze UKF-kę i wypływamy. Radość wielka ale tylko na chwilę okazało się że fał grota przy ostatnim sztormie zawinął się za reflektor radaru. A prościej rzecz ujmując nie postawimy głównego żagla. na maszt wejść raczej się nie da a winda żadnego z nas nie uniesie.
Więc pozostaje rzut do celu za 5 razem udało się przerzucić linę przez sailing i wytargać fał. UFFF. W innym przypadku powrót do portu i 2 godz w plecy. Żagle nabrały wiatru i obraliśmy kierunek na Świnoujście. Nie wiem czy to nerwy, czy zmiana klimatu w każdym bądź razie kolega zaproponował pierwszą wachtę. Cóż długa to była wachta i moja drzemka. Obudziłem się i zobaczyłem naszą chlubę czyli Gazoport w Świnoujściu. Czyli 2/3 drogi przespałem ale uwierzcie mi ból głowy i przypływ energii natychmiastowe. Uznałem, że na manewry przyjdzie czas jutro a dziś poznanie nawigacji, plotera, autopilota, i całej "awioniki jachtu". Zbliżyliśmy się na ok 2mM a tu u wejścia do portu ruch jak w Rzymie. W ciągu 30 min 8 statków przeszło przez główki portu. Udało się żagle sklarowane wchodzimy do portu. Pamiętam ten zapach z dzieciństwa z Kołobrzegu. Zapachy i dźwięki ile są wstanie nam przypomnieć. Chyba nawet Jaga napisała na ten temat parę strof.
Co rano o 6.00 wychodziłem z Babcią do portu oglądać wychodzące w morze statki. Takie rzeczy zostają w głowie na zawsze.

17. lip, 2017

Luźno rzucona propozycja wspólnego rejsu tak to się zaczęło. Piątek 16.30 start z Dolnego Śląska trasa S3 jak nigdy o tej porze roku nie zakorkowana i przed zachodem słońca ujrzałem ten widok. Pływałem dość sporo na śródlądziu, nawet na zatokach ale rejs morski to inna sprawa. Analogowe pływanie na lądzie wymaga sporo sprawności i siły morska zabawa w żagle ma szereg gadżetów które mocno ułatwiają życie przy sterze ale odpowiedzialność grubo większa. Jacht o wdzięcznej nazwie TI amo, którym wyruszymy do Świnoujścia, dotarł do Polski z Karoliny przez Walię. Wiele mógłby opowiedzieć ale teraz najważniejsze jaka jutro będzie pogoda, czy na Bałtyku będzie fala czy sprzęt i takielunek nie zrobi nam psikusa i nie nawali na pełnym morzu. Czy sobie poradzę.
Łodzie jakimi dotąd pływałem nie przekraczały 7 mb i 20 m2 ożaglowania ta Dama ma 10,5m i 50 m2 żagla no i Bałtyk to nie Śniardwy. Z głową pełną myśli i przyjemnych doznań z obcowania z takim cudeńkiem po lekkiej kolacji poszliśmy spać. Boże jak dobrze się śpi na wodzie. Jak ja za tym tęskniłem.
A z dużym żeglowaniem mam nadzieję, będzie jak z małym tylko nogi będą drżały a oczy zrobią się taaakie duże. Dobranoc

10. lip, 2017

Zostawiam przeszłość Twoją i Moją za sobą.
Nic juz nie mów,
Cicho wracaj
Szeptem dotknij
Dźwiękiem okryj
Bądź kompletem
ciepłym oddechem